Jako mama i kierowniczka działu produkcji w fabryce spisuję się świetnie. Tak nieobiektywnie uważam, po tym co wydarzyło się ostatnio. Moja smykałka do interesów znów się odezwała, gdy kilkakrotnie usłyszałam ostatnio coś od mojej córci o nowych warzywkach. Podpytałam jeszcze inne dzieciaki, zorientowałam się o czym mówią i poszłam do swojego szefa.

Szybka decyzja o produkcji formy wtryskowej

producent form wtryskowychGdy zawitałam u niego, puściłam mu jeden z nowych spotów reklamowych, która leciały w telewizji i okazały się hitem. Powiedziałam by sam zrobił wywiad wśród najbliższych. Warzywa i owoce z reklam robiły furorę. Nic nadzwyczajnego – miały propagować zdrowe odżywianie wśród dzieci. Owoce i warzywa pojawiały się wszędzie. Idea była szlachetna. Nasza fabryka produkowała plastikowe sztućce dla dzieci, a ja chciałam by wykorzystać tę zdrową żywność również u nas. W spotach były owoce i warzywa, które miały być rozpoznawalne przez dzieci w sklepach. Producent form wtryskowych miał zaprojektować kilka „zdrowych” sztućców i dla nas. Skontaktowałam się z naszym producentem form i przedstawiłam sprawę. Powiedział, że projekt zrobi na pojutrze, jeśli będzie nam pasował, forma będzie gotowa na kwiecień, a my będziemy mieć sztućce na sezon „truskawkowy”. Czas odgrywał tu dużą rolę, bo trudno się reklamuje owoce na zimę, gdy są importowane i drogie. Wiedziałam też, że dzieci szybko się nudzą nowymi motywami. Potem forma mogła iść na starty, ale musiała zarobić na siebie i na miesięczne pensje dla pracowników.

Forma okazała się strzałem w dziesiątkę. Owoce i warzywka zachęciły nawet moją córę do ich konsumpcji. Sztućce okazały się hitem i przez całe lato mieliśmy na nie zamówienia. Dopiero na jesień byliśmy zmuszeni do modyfikacji, ze względu na porę roku i ze względu oczywiście na nowe postacie, które teraz królowały dzieciom.

 

O autorze: Łukasz Adamczyk